Powitanie

Witaj na moim blogu☼ Skoro już tu jesteś, pewnie interesujesz się zdrowym odżywianiem. Chętnie podzielę się z Tobą moją pasją i wiedzą. Nie znajdziesz tu przepisów z użyciem białej mąki ani białego cukru, ale z pewnością znajdziesz dużo smaczniejszych i lepszych pomysłów na zdrowe życie ☼ Zapraszam do czytania i komentowania moich wpisów oraz oglądania filmów. Mam nadzieję, że miło spędzisz czas:-) Ściskam Cię serdecznie, Sylwia

Zapraszam do subskrypcji moich filmów na you tube:-)

Oczyszczanie

wtorek, 26 listopada 2013

Jabłka pieczone z sosem żurawinowym i orzechami

Pieczone jabłka to nie tylko wspaniała, zdrowa przekąska, ale również bardzo smaczny, prosty i szybki deser. Jabłka możemy faszerować wszystkim co nam przyjdzie do głowy i zawsze smakują wyśmienicie. Moim nieodłącznym dodatkiem do pieczonych jabłek są orzechy i syrop klonowy lub miód. Tym razem zrobiłam też sos żurawinowo-bananowy i mieliśmy naprawdę pyszny i bardzo zdrowy deser:-)
 
Składniki:
  • 2-3 jabłka
  • *sos żurawoniwy (przepis poniżej)
  • posiekane orzechy pekan (duża garść)
  • syrop klonowy
  • cynamon i kardamon
Jabłka dokładnie myjemy, osuszamy i wykrawamy gniazda nasienne. Spokojnie możecie je przebić na wylot, nie ma problemu:-) Do każdego jabłka wkładamy najpierw łyżeczkę posiekanych orzechów, następnie wypełniamy je sosem żurawinowym i posypujemy znów orzechami. Całość polewamy 1 łyżką syropu klonowego lub miodu, posypujemy delikatnie cynamonem i kardamonem i wkładamy do nagrzanego do 180-190 st C (375F) piekarnika. Pieczemy aż skórka będzie ładnie pomarszczona, a jabłka miękkie - ok. 30-40 minut.
 
*Sos żurawinowy:
  • ok. 340 g żurawiny
  • 2 rozgniecione widelcem banany
  • laska cynamonu, kwiat anyżu,
  • 4-5 łyżek syropu klonowego lub miodu
  • ok. 200 ml wody
Żurawinę zalewamy wodą, wrzucamy laskę cynamonu i kwiat anyżu  i gotujemy 15-20 minut. Dodajemy pozostałe składniki i gotujemy kolejne 20-25 minut. 
 
Smacznego:-)
 

poniedziałek, 25 listopada 2013

Bataty z serem kozim

Przystawka na Święto Dziękczynienia, ale nie tylko:-), może stanowić dodatek do dania głównego, lub sama stać się daniem głównym:-) Z dużą ilością warzyw i miską sałaty będzie wspaniałym obiadem nie tylko z okazji świąt.
 
Składniki:

  • 2 bataty
  • 130-150g sera koziego
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 mały ząbek czosnku
  • 3-4 łyżki posiekanego szczypiorku
  • sól, oregano, kolendra, zioła włoskie
Bataty dokładnie myjemy, osuszamy, nakłuwamy delikatnie widelcem, zawijamy każdy osobno w folię aluminiową i wkładamy do nagrzanego do 200 st C (400F) piekarnika. Pieczemy ok. 40 minut, aż słodkie ziemniaki zmiękną. Wyjmujemy i czekamy aż przestygną. Możecie ten pierwszy etap zrobić też dzień wcześniej.
Bataty kroimy wzdłuż na połówki i delikatnie wyjmujemy łyżką lub małym nożem środek. Ponieważ skórka jest bardzo cienka, zostawcie kilka milimetrów ziemniaka przy skórce. Miąższ z batatów miksujemy na gładką masę z oliwą, czosnkiem i serem kozim, na końcu doprawiamy przyprawami, dosypujemy szczypiorek i delikatnie mieszamy łyżką. Powstały farsz wkładamy do skórek, posypujemy szczypiorkiem i pieczemy ponownie ok. 20 minut w nagrzanym do 200 st C (400F) piekarniku.
Jedna połówka z powodzeniem wystarcza dla jednej osoby, nie można zjeść większej ilości tej potrawy, bo jest bardzo sycąca. Smacznego:-)
 
 

piątek, 22 listopada 2013

Chlebki bananowo-dyniowe, razowe, wegańskie

Dość specyficzne ciasto - podobne do chleba bananowego (banana bread). Zmodyfikowałam mój przepis na chleb bananowy, żeby wykorzystać dynię, czekającą na swoją kolej w kuchni:-) Ciasto jest bardzo wilgotne, smakuje świetnie z powidłami, najlepiej gdy całkowicie przestygnie.

Składniki:
  • 500g puree z dyni (świeżej)
  • 1 ubity, duży banan
  • 170g mąki pszennej razowej
  • 3 łyżki oleju
  • 3 łyżki syropu klonowego
  • 100g zmielonych orzechów (dowolnych)
  • 5 łyżeczek cukru brzozowego (xylitolu) lub innego, zdrowego cukru:-)
  • pół łyżeczki kardamonu
  • pół łyżeczki cynamonu
  • szczypta gałki muszkatułowej, soli
Łączymy w jednym naczyniu wszystkie składniki suche, w drugim mokre. Mokre dodajemy do suchych i dokładnie mieszamy łyżką. Nagrzewamy piekarnik do 190stC (375F) i pieczemy ciasto do "suchego patyczka" - długość pieczenia zależy od wielkości foremki. Ja piekłam w 4 małych foremkach ok. 30 minut.
Podajemy z powidłami lub sosem żurawinowym.

czwartek, 21 listopada 2013

Bataty z ananasem i orzechami - Thanksgiving

Święto Dziękczynienia - Thanksgiving - to jedno z najważniejszych świąt amerykańskich, obchodzone zawsze w ostatni czwartek listopada. Tego dnia na stołach króluje godzinami pieczony indyk, a wśród najważniejszych dodatków do mięsa znajdują się: żurawina i słodkie ziemniaki (bataty). Poniżej przedstawiam Wam jedną z moich ulubionych przystawek na ten właśnie dzień, którą przyrządzam od pierwszego roku mojego pobytu w USA i która wyjątkowo przypadła mi do gustu. Ponieważ danie to jest mocno słodkie, lubią je również moje dzieci:-)
Jedynym elementem niezbędnym, a psujących zdrowotne walory tej potrawy, jest pianka marshmallow, która powinna się pięknie rozpłynąć pod wpływem temperatury. To pewnie za to dzieci kochają to danie:-) Niestety nie należy ona to najzdrowszych produktów, dlatego w tym roku przyrządziłam piankę marsmallow sama, na bazie miodu (przepis tutaj)
 
Składniki:
  • 2 średnie bataty
  • 1/4 świeżego ananasa lub jedna puszka z ananasem
  • 3/4 szklanki orzechów pekan
  • gałka muszkatułowa
  • 2 łyżki syropu klonowego lub miodu
  • pianka marshmallow
Słodkie ziemniaki gotujemy do miękkości, dodajemy 2 łyżki oliwy (lub masła)  i ubijamy tłuczkiem na puree. Jeśli używamy ananasa z puszki, dodajemy go razem z syropem. Jeśli mamy ananasa świeżego, kroimy go na małe kawałeczki i dusimy kilka minut na małym ogniu, dodając trochę wody i dosładzając do smaku ksylitolem lub syropem klonowym. Gdy ananas zmięknie dodajemy go razem z powstałym sosem do batatów.
Na suchej patelni podprażamy przez kilka minut orzechy (uważajcie, żeby się nie spaliły) i też je dodajemy. Wszystko dokładnie mieszamy, doprawiamy szczyptą gałki muszkatułowej i syropem klonowym i przekładamy do blaszki. Wierzch posypujemy pianką marshmallow. Podgrzewamy piekarnik do 180 st. C i pieczemy naszą przystawkę około 15-20 minut.
 
Potrawa ta smakuje wyśmienicie nie tylko z indykiem, ale także z sosem żurawinowym (mój przepis tutaj), z pieczonymi warzywami czy wielkim talerzem sałaty. Ważne, by dodatki nie były słodkie tylko lekko kwaśne.
Smacznego☼
 

środa, 20 listopada 2013

Pianka marshmallow - wersja dużo zdrowsza

Piankę marshmallow zrobiłam tylko po to, by użyć ją do przepisu, który wrzucę jutro:-)
Będzie ona niezbędna w przepisie na słodkie ziemniaki, a nie chciałam dodawać pianki sklepowej. Poszukałam więc w sieci przepisów na zdrowszą jej wersję i znalazłam  tutaj :-)
 
 
Składniki:
  • niepełna szklanka wody (230ml)
  • niepełna szklanka miodu (230ml)
  • 1 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • 1 1/2 łyżeczki cynamonu
  • szczypta soli
  • 2 łyżeczki agar-agar
Połowę szklanki wody dokładnie mieszamy z agarem (i gotujemy według instrukcji na opakowaniu), drugą połowę wlewamy do rondelka, dodajemy miód i sól i gotujemy na małym ogniu 10 - 15 minut. Trzeba bardzo uważać, żeby mikstury nie przypalić.
Cieniutkim strumieniem gorący miód dolewamy  do agaru, ubijając cały czas mikserem na wysokich obrotach - do czasu, aż masa będzie całkowicie przestudzona. Może to zająć kilka, a nawet kilkanaście minut. U mnie było to ok. 8 min.
 
Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia i równomiernie rozsmarowujemy naszą piankę. Możemy ją dodatkowo posypać cynamonem lub wiórkami kokosowymi. Wstawiamy blaszkę na kilka godzin do lodówki, a następnie delikatnie kroimy piankę w kosteczkę. Możemy ją przechowywać do tygodnia w lodówce.
 
Smak pianki różni się od tego, który znamy z produktu sklepowego, przede wszystkim jest bardzo miodowy i słodki:-) No i składa się z dużo zdrowszych produktów:-)
 
 

czwartek, 14 listopada 2013

Chleb razowy na zakwasie - ze słonecznikiem - najlepszy!

Chętnie podzielę się z Wami przepisem na ten pyszny, chrupiący chlebek:-) To jeden z najlepszych razowych chlebów jakie jadłam, ma wspaniale chrupiącą skórkę, jest długo świeży i bardzo smaczny.

Mam nadzieję, że Wasz zakwas jest już gotowy i pięknie bąbelkuje:-) Jeśli jeszcze nie macie zakwasu, koniecznie zróbcie :-) (przepis tutaj)

Składniki:
  • 200g mąki pszennej razowej
  • 200g mąki żytniej razowej
  • ok. 250 g aktywnego zakwasu
  • 1 łyżeczka soli
  • ok. 350 ml wody
  • opcjonalnie - 60g pestek słonecznika lub innych
Wszystkie składniki - poza wodą i pestkami słonecznika - mieszamy dokładnie w misce. Dolewamy wodę po trochu, ciągle mieszając, aż wszystkie składniki dobrze się połączą, a ciasto będzie dość gęste, ale łatwe do mieszania łyżką:-) Na końcu dodajemy pestki.
Blaszkę smarujemy oliwą i posypujemy na dnie płatkami owsianymi. Łyżką nakładamy ciasto do foremki, wygładzamy wierzch (mokrą łyżką) i posypujemy pestkami słonecznika.
Zimą możemy ciasto wstawić do piekarnika i zapalić lampkę, żeby było cieplej i żeby chlebek szybciej wyrósł. Latem nie ma takiej potrzeby. Po kilku godzinach (mogą być to 2, a mogą 4:-), gdy chleb już porządnie wyrósł, podgrzewamy piekarnik do 230 st C (450F), na dno piekarnika wstawiamy jakąś starą blaszkę i wlewamy do niej wrzącą wodę (żeby w piekarniku była para) i wkładamy chlebek. Po 10 minutach zmniejszamy temperaturę do 220 st C (430F) i pieczemy jeszcze 40 minut.
Po upieczeniu wyjmujemy chleb z foremki i kładziemy na kratce, żeby odparował. Czekamy - jeśli się uda:-) - kilka, a najlepiej kilkanaście godzin☺ - i możemy jeść.

Filmik dla tych, którzy wolą przepis obejrzeć :-)


 


wtorek, 12 listopada 2013

Pierniczki swiąteczne / piernik staropolski - najlepszy:-)

Pierniczki i piernik staropolski są dla mnie najlepszymi wypiekami świątecznymi od lat. Żadne inne pierniki im nie dorównują:-) Na początku, gdy przestygną po pieczeniu, mocno twardnieją, ale później, po kilku tygodniach przechowywania ich w szczelnie zamkniętym pojemniku, są mięciutkie i pyszne. Cały problem ich przygotowania to zaplanowanie odpowiednio wcześniej. Ja robię ciasto już pod koniec października, cały listopad leżakuje w lodówce (może to być inne, chłodne miejsce - balkon, piwnica) i przeważnie 5 grudnia pieczemy - dzieci chcą zostawić kilka Mikołajowi:-) Czyli 5 tygodni ciasto leżakuje, a potem jeszcze prawie 3 tygodnie -  gotowe, upieczone pierniczki czekają zamknięte w puszce - i są oczywiście po trochu wyjadane:-)
Zawsze przygotowuję podwójną porcję ciasta - z jednej pieczemy pierniczki, z drugiej piekę kilka dni przed świętami piernik staropolski (3 duże placki przełożone powidłami).

Przepis, który znajdziecie poniżej, zawierał w oryginalne białą mąkę i cukier. Ja oczywiście to zmieniłam, dodałam w tym roku mąkę pszenną razową, cukier brzozowy - ksylitol i mleko migdałowe. Wszystkiego użyłam w proporcjach, jakie są w oryginalnym przepisie. Będzie to więc eksperyment:-) Ciasto wygląda tak jak zawsze, pachnie niesamowicie, jestem pełna nadziei, że wypieki wyjdą również pyszne:-)
W tym roku się spóźniłam i zrobiłam ciasto dopiero na początku listopada, ale też powinno być OK:-) Jeśli bardzo chcecie, możecie dziś lub jutro je zrobić - to już taki ostateczny termin...

Jak tylko upiekę pierwszą blaszkę, dam Wam znać jak się udały. Przepis wstawiam dla osób, które chcą zaryzykować - jeszcze na ostatnią chwilę zdążycie, ciasto będzie najwyżej trochę krócej leżakować:-)

Składniki:
  • 1 kg mąki pszennej razowej
  • 1/2 litra miodu
  • 2 szklanki cukru brzozowego ksylitol
  • 1 kostka masła (200g)
  • 1/2 szklanki mleka roślinnego
  • 3 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
  • 3 jajka
  • szczypta soli
  • 1 torebka gotowej przyprawy do pierników, ale to nie wystarczy, do tego osobno:
  • imbir
  • cynamon
  • gałka muszkatułowa
  • kardamon (czasem trudno kupić, więc można opuścić)
  • mielone goździki

W dużym rondlu na małym ogniu rozpuszczamy miód, masło i cukier na jednolitą masę. Kiedy ostygnie dodajemy, mieszając dokładnie drewnianą łyżką, mąkę, roztrzepane jajka, sodę rozpuszczoną w chłodnym mleku, szczyptę soli oraz przyprawy - do gotowej mieszanki dodajemy oryginalne przyprawy, tak by wszystkich było pół szklanki (jak ktoś nie lubi aromatycznie to można wziąć troszkę mniej, ale ja polecam tą pełnię korzennych aromatów).
Mieszamy do uzyskania jednolitej  masy, miskę okrywamy ściereczką i folią, ale nie całkiem szczelnie i stawiamy w chłodnym miejscu (balkon, lodówka) na 4-5 tygodni. Ciasto nie będzie bardzo gęste, ale po kilku tygodniach w chłodzie stężeje.


Przed świętami wałkujemy ciasto na około 3mm i wycinamy fantazyjne wzory lub korzystamy z foremek. Jeżeli ciasto jest zbyt klejące, możemy podsypać trochę mąką - ale nie za dużo. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni C. Pieczemy 10-15 minut do zarumienienia, czas zależy od grubości i wielkości pierniczka, wyjmujemy i jak ostygną bierzemy się za artystyczną robotę. Przygotowujemy lukier z cukru pudru brzozowego:-) i białka, pisaki tortowe, którymi też możemy zabarwić go na różne delikatne kolory, polewę czekoladową, wiórki kokosowe, rozdrobnione orzeszki, płatki migdałów i mamy cudnie pachnącą zabawę na cały wieczór. Potem wkładamy je do szczelnie zamykanej puszki by na Wigilię były miękkie.


Miłego pieczenia! :-)

Aktualizacja: Pierniki i piernik wyszły znakomite, serdecznie polecam Wam ten przepis:-)



niedziela, 10 listopada 2013

Sos żurawinowy

Sos żurawinowy serwowany jest w USA przeważnie z okazji Święta Dziękczynienia i Bożego Narodzenia. Jest doskonałym dodatkiem do dziczyzny i indyka, a w diecie wegetariańskiej do serów, a także kotletów czy pasztetów z fasoli. Jesienią, w sezonie żurawinowym, możemy przygotować większą ilość takiego sosu, zawekować w słoiki i cieszyć się nim całą zimę, nie tylko w okresie świąt.

Składniki:
  • 650g świeżej lub mrożonej żurawiny
  • 350 ml soku ze świeżo wyciśniętych pomarańczy (u mnie były to 3 pomarańcze)
  • xylitol (cukier brzozowy) lub miód (delikatny w smaku)
  • opcjonalnie -  przyprawy korzenne, kardamon, cynamon, gałka muszkatułowa

Żurawinę należy dokładnie opłukać i odrzucić owoce, które są pomarszczone lub zepsute. Do garnka wlewamy sok pomarańczowy, wkładamy żurawinę i na małym ogniu, pod przykryciem, gotujemy 10-15 minut. Po tym czasie owoce zaczną pękać i zabawnie strzelać. Doprawiamy do smaku xylitolem lub miodem i gotujemy kolejne 15-20 minut. Jeśli lubicie konsystencję sosu jednolitą, bez kawałków owoców, możecie widelcem lub jakąś łopatką pougniatać delikatnie owoce, które się nie rozpadły (na sam koniec gotowania). Sos zdejmujemy z ognia i teraz możemy doprawić przyprawami korzennymi. Gotowy sos żurawinowy przekładamy do słoiczków i wstawiamy do lodówki, lub wekujemy i możemy go wtedy przechowywać dłużej.

 
Zobaczcie jak szybko robi się ten sos:-)
 

środa, 6 listopada 2013

Jak zrobić zakwas na chleb?

Wiem, że jest to bardzo oczekiwany post, ponieważ dostałam wiele maili, komentarzy i wiadomości na FB, żeby taki wpis i filmik przygotować. Pamiętam, kiedy sama przeszukiwałam sieć i czytałam wszystko co się dało na temat zakwasu. Bardzo się wtedy denerwowałam czy mi się uda:-) Pieczenie chlebów na zakwasie wydawało mi się wtedy takie magiczne i niesamowite:-) A jaka byłam z siebie dumna, gdy upiekłam taki chlebek. Mąż mnie wychwalał, znajomi zjadali wszystko w szybkim tempie, cała rodzina była dumna - bardzo mnie to cieszyło i nakręcało, by piec dalej:-)
 
Chleby na zakwasie piekę już od kilku lat i nie powiem, że wszystkie mi się udały. Był taki czas - kilku miesięcy - kiedy wyrzuciłam nie jeden chleb. Zakwas mi nie działał, chleb nie wyrastał, a ja byłam tym bardzo podłamana. Próbowałam  jednak dalej i dalej... Po kilku miesiącach odkryłam co było powodem tych niepowodzeń. Była to moi Drodzy mąka! A dokładniej pisząc - mąka amerykańska. Wyrzuciłam "dzięki" niej 5 zakwasów i nie wiem ile chlebów. Zakwasy najpierw wychodziły piękne, piekłam kilka chlebów, ale po jakimś czasie padały.  Chciałam już nawet zakończyć moją zabawę w pieczenie.
I wtedy nagle mnie olśniło - gdy przestałam używać mąkę polską, a zaczęłam kupować różne mąki amerykańskie - też żytnie - od tamtej chwili zakwasy przestały mi wychodzić. Gdy powróciłam do mąki polskiej - do dziś piekę chleby i żaden zakwas nie padł:-) Nie ma to pewnie większego znaczenia dla osób mieszkających w Polsce, ale dla tych spoza granic, może mieć duże.
 
Zrobienie zakwasu jest naprawdę bardzo proste, musicie się tylko trzymać  kilku zasad. Zakwas musi być dokarmiany raz na 24h jeżeli stoi na zewnątrz, a raz na tydzień, gdy przechowujemy go w lodówce.  Jeżeli pieczemy chleby ciągle, lepiej jest trzymać zakwas na zewnątrz, gdzieś w kuchni i pamiętać tylko o dokarmieniu go raz na dobę - wystarczy 1 - 2 łyżki mąki i trochę wody.
-----------------------------------------------------------------------------------------------

Napiszę Wam teraz krok po kroku jak to wygląda:-)
 

DZIEŃ 1

Przygotujcie sobie wysokie naczynie, może być to słoik, miska lub dzbanek. Odmierzcie pół szklanki mąki żytniej (ja używam żytniej razowej) i pół szklanki wody (mąki było u mnie ok. 100g). Woda powinna być dobrej jakości, w temperaturze pokojowej. Wymieszajcie to dokładnie, przykryjcie gazą lub tetrą (żeby było dojście powietrza) i zostawcie w ciepłym miejscu. Latem nie ma z tym problemu, zimą trzymam zakwas w zamkniętym piekarniku i co jakiś czas włączam lampkę na kilkanaście minut, żeby zakwasowi było cieplej:-)
Zakwas można postawić przy kaloryferze lub w innym, ciepłym miejscu. Jeżeli zrobicie tak jak ja z lampką - nie zapomnijcie jej wyłączyć, bo gdy temperatura będzie za wysoka, zakwas padnie:-(
 
 
 
DZIEŃ 2
 
Następnego dnia, mniej więcej o tej samej porze, robimy dokładnie to samo. Do zakwasu dosypujemy taką samą ilość mąki jak dnia poprzedniego i tyle samo wody. Mieszamy dokładnie i odstawiamy w ciepłe miejsce na kolejną dobę.
 
 
Zakwas może już drugiego dnia być bardzo aktywny i jeśli macie za małe naczynie, może stać się to co u mnie:-)))

 
 
DZIEŃ 3
Zakwas trochę osłabł i był dość rzadki - nie musi tak być u Was:-) Trzeciego dnia możemy dodać trochę mniej mąki i wody, żeby nie mieć zakwasu zbyt dużo, ale możecie też dodać tyle samo co w poprzednich dniach. Mój zakwas był rzadki, więc dodałam kilka łyżek mąki i nie dodałam już wody. Jeśli chcecie piec chleb już czwartego dnia, spokojnie możecie dodać więcej mąki.


 
DZIEŃ 4
 
Zakwas znowu pięknie bąbelkuje, jest już gotowy:-) Jeżeli jesteście bardzo niecierpliwi możecie już piec chleb - taki zakwas dodajcie zgodnie z przepisem do ciasta. Jeżeli jeszcze nie chcecie piec lub wolicie poczekać 1-2 dni, żeby był mocniejszy, dodajcie znów 2-3 łyżki mąki i trochę wody- tyle, żeby zakwas nie był za rzadki, sami oceńcie:-)

 
DZIEŃ 5
 
Mamy już dosyć zakwasu do upieczenia pierwszego chleba, jest on bardzo bąbelkujący i głodny:-) Dodajcie go do chleba lub dokarmiajcie każdego dnia 1-2 łyżkami mąki i taką samą (lub mniejszą) ilością wody. Jeśli chleby będziecie piec często, zakwas może stać na zewnątrz, ale musi być dokarmiony raz na dobę. Jeśli chleby będziecie piec rzadziej, możecie trzymać zakwas w lodówce i wtedy dokarmić go raz na tydzień.
 
 
Jeżeli na zakwasie pojawi się pleśń, musicie go wyrzucić i zrobić nowy:-(
 
Mam nadzieję, że rozjaśniłam Wam trochę temat i nie zagmatwałam jeszcze bardziej:-)))
Życzę wszystkim powodzenia w pieczeniu, wielu udanych i pięknie pachnących chlebków!
 
I mały bonus dla zainteresowanych, którzy wolą zobaczyć wszystko na własne oczy:-)))
 
 
Zabierajcie się za zrobienie zakwasu, bo za kilka dni wrzucę przepis na pyszny chlebek razowy☼
 
Wystąpił błąd w tym gadżecie.